ciagle gramy w gry

2010
02.05

Odczekałem, aż zrobią jeszcze dwa kroki. A potem lewą ręką otworzyłem drzwi, pchnąłem je na oścież i wziąłem pistolet z kolan. Wyszliśmy z auta wszyscy naraz. Jako pierwszy strzelił Ćhota Badrija, a potem rozległ się już jeden, przeciągły grzmot. Nawet nie zdążyli się odwrócić. Ręka mi drżała i nie sądzę, żebym chociaż raz trafił. Ale pamiętam widok krwi eksplodującej z tyłu głowy jednego z tych ludzi, jak błyskawicznie rozwijający się kwiat. Ten człowiek też chyba przed śmiercią musiał zobaczyć tę fontannę spadającą tuż przed jego oczami. Wszystko poszło bardzo szybko i bardzo łatwo. Ćhota Badrija wsiadł z powrotem do samochodu.
W drodze powrotnej udało mi się zdrzemnąć, a kiedy dotarliśmy do domu, poinformowano mnie, że nasza druga misja – zasadzka na kilku ich ludzi, którzy często odwiedzali położony w pobliżu dworca Andheri salon gry w carrom – przyniosła nam kolejne dwa trafienia. Read the rest of this entry »

zacznij grac

2010
02.05

Obserwowali i doszli do tych samych wniosków, co ja, przejrzeli mnie, przewidzieli moje ruchy, a potem dobrali mi się do gandu. To oni wybrali miejsce, czas i metodę, i to oni wypowiedzieli wojnę. Gdyby nie przypadkowe spojrzenie, ruch ciała we właściwym momencie, kula podążająca przez przestrzeń pod takim, a nie innym kątem, gdyby nie to, gdyby nie tamto, gdyby nie i gdyby nie, leżałbym martwy na drodze przed barem Mahal, ponownie zredukowany do zera, mały człowieczek, który stał się jeszcze mniejszy. Ledwo by się zaczęła ta wojna, natychmiast by się skończyła. Tego właśnie nie mogłem znieść – mojej głupoty, mojego zaślepienia. Read the rest of this entry »

nie bądź głupi! Inwestuj!

2010
02.05

Być postrzelonym to szczególne doświadczenie, niepodobne do żadnego innego. Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili nawet go nie rozpoznałem. Tak bardzo starałem się uciec, że nie przeszło mi przez myśl, że to, co czuję, jest kulą wdzierającą się w skórę i mięśnie. Ból dotarł do mnie dopiero później, kiedy już mogłem poczuć w ustach smak życia, soczystego jak mango. Ramię i klatkę piersiową miałem zimne, jakby ktoś mi zmroził kości od środka i dźgał mnie okruchem lodu. Read the rest of this entry »

polecam gry edukacyjne

2010
02.05

Niemal rzuciło mnie na ziemię, ale jakimś cudem odzyskałem równowagę i pobiegłem wzdłuż budynku. Wiedziałem, że mnie trafiono, chociaż nie słyszałem wystrzału. Na rogu zatrzymałem się i oparłem ręką o mur, a kiedy odwróciłem się, zauważyłem, że coś się rusza w przejściu, pobiegłem więc dalej, z wyciągniętym pistoletem w dłoni. Teraz już słyszałem strzały. Zaryzykowałem spojrzenie wstecz i zobaczyłem, że to Ćhota Badrija stoi przy narożniku i strzela do czegoś po drugiej stronie budynku.  Wytrzyj twarz  poleciłem. Wciąż jeszcze masz na niej lassi z mango. I zabierz mnie do lekarza.
Telefonowałem, leżąc na stole u lekarza, który zszywał i opatrywał moje ramię. Zadzwoniłem do Paritosza Śaha i do Kanty Bai oraz do kilku moich ludzi, mówiąc im, żeby się przygotowali. Paritosz Śah poinformował mnie, że policja jest już w barze i że zginęło trzech moich chłopaków. Pradip Pedekar, Kryszna Gaikwar i Kariz Śaikh. Pradip Pednekar dostał kulę w biodro, a potem jeszcze jedną, z bliskiej odległości, w głowę. Po Mohanie Surwem słuch zaginął. A ja ocalałem.

umiesz grac?

2010
02.05

Próbowałem wyobrazić sobie Karima Lalę i jego dumny krok człowieka z pogranicza, ten akcent, który pamiętałem u Pasztuna granego przez Prana w filmie Zandźir. Już wcześniej słyszałem te stare, krwawe opowieści, ale teraz słuchałem ich ze szczególną uwagą. Szukałem nauki, chciałem poznać zasady decydujące o porażce i zwycięstwie, taktykę stosowaną przez osoby, które wciąż żyły, przez ludzi, którym udało się przetrwać od tych czasów, kiedy Hadźi Mastan i Jusuf Patel polowali na siebie na Mohammed Ali Road i w całym Dongri. Słuchałem Kariza Śaikha, ale odczuwałem niepokój. Samo siedzenie, rozmawianie i myślenie nie wystarczy. Chciałem już być z powrotem w Gopalmacie, z powrotem na swoim terenie. Wstałem z krzesła. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę drzwi. Na zewnątrz droga opadała w kierunku pędzących po autostradzie świateł. Po lewej jedna za drugą stały trzy riksze. Swoje auto zaparkowaliśmy po prawej, po drugiej stronie latarni. Jeździliśmy rozlatującym się, wiekowym ambassadorem, taksówką, której w ciągu dnia używał do pracy ojciec Kariza Śaikha. Wolałbym mieć lepszy samochód, ale pieniędzy wystarczało nam tylko na broń.

madry niczym ryszard krauze

2010
02.05

Te powolne przygotowania ciągnęły się tygodniami, miesiącami, wymagając wielkiej rozwagi i kalkulacji, ile pieniędzy można wydać na broń, ile zapłacić chłopakom, ile dać na poprawę warunków życia w basti, żeby ludzie byli zadowoleni. Nasze przygotowania do wojny trwały.
Pewnego wieczoru Ćhota Badrija przyszedł mi powiedzieć, że udało się nam załatwić i odebrać dostawę partii amunicji. Siedziałem w barze Mahal, przy Link Road w Jogeśwari, z czterema naszymi chłopakami, pamiętam dokładnie, że byli to Mohan Surwe, Pradip Pednekar, Kryszna Gaikwar i Kariz Śaikh. Read the rest of this entry »

zarabiaj jak krauze

2010
02.05

A ten panwala pamiętał i dlatego nam pomagał, a podobnie też robili i inni.
Radźeśh Parab miał czterech zastępców, przy czym każdy z nich zajmował się inną dziedziną jego działalności, a ja znałem ich imiona i wiedziałem, gdzie mieszkają. Strony mojego czarnego dziennika zapisane były nazwiskami ich rewidentów i ich ludzi, informacjami o tym, kim są, o ich przeszłości. Miałem tam też listy partnerów, z którymi Radźeśh Parab współpracował, jego finansistów, sprzymierzonych z nim przedsiębiorców budowlanych. Tak długo studiowałem ten mój dziennik, że moi chłopcy zaczęli się ze mnie podśmiewać. Read the rest of this entry »

genialne gierki edukacyjne

2010
02.05

Wiedziałem, że nadciąga wojna. Była nieunikniona. Już wcześniej zdarzały się drobne konflikty między ich ludźmi a moimi, groźne spojrzenia rzucane, gdy mijali się na ulicy, trącanie się barkami w holu kinowym, przepychanki, szepty w gali. Ale między nami panował pokój. W nocy siadywałem na dachu, rozmyślając nad przyszłością, starając się ją zgłębić. Jakąkolwiek drogę wybiorę teraz, jakąkolwiek wybiorę jako następną, bieg wydarzeń prowadzi do konfliktu, do masakry. Oni byli silni, my słabi. Read the rest of this entry »

nadzwyczajne gry edukacyjne

2010
02.05

Musieliśmy posłać po lód, a trzech chłopaków poszło na bazar Wjas, gdzie wyciągnęli z restauracji właściciela sklepu z artykułami gospodarstwa domowego Parthiw, żeby otworzył swój kram, ponieważ Paritosz Śah nie mógł pić Johnnyego Walkera ze stalowych kubków, a ja nic innego nie miałem. Wyjął przyniesione przez moich chłopaków lśniące nowe szklanki i powiedział, że wcale nie są takie złe. Read the rest of this entry »